Justyna:Cześć
M:Kiedy po raz pierwszy sięgnęłaś po alkohol ?
J.:Po raz 1 nawaliłam się w wieku 12 lat.
M:Co na to rodzice ?
J.:W sumie nie wiele, ponieważ nic nie zauważyli.
M:Potem znów były nakrapiane imprezy ...
J.:Naturalnie, każde spotaknie ze znajomymi było pretekstem sięgnięcia po niego, w kazdej możliwej i dostępnej ilości.
M:Aż stało się to uzależnieniem ?
J;Nie sądze, żeby było to uzależnieniem. Raczej dodatkiem do imprez i spotkań. Uzależnieniem tego nazwać nie można. Raczej zwykłym przyzwyczajeniem. Impreza nie była imprezą bez alkoholu.
M:Czyli alkohol Ci nie smakował ? Piłaś go, by nie zostać uznaną za gorszą ?
J:Nie w tym sensie. Alkohol smakuje jak alkohol. Od tego jest, żeby wykręcał trochę "mordę". Nie widziałam w nim nic złego, ani też nic dobrego. Po prostu był.
M:A dziś ?
J:Hm muszę Ci się przyznać, ze nawet teraz jestem pod wpływem alkoholu. Jednak alkohol to jest coś zwyczajnego, gorsze jest moje prawdziwe uzależnienie.
M:Prawdziwe uzależnienie - czyli ?
J:Mówię tu o narkotykach.
M:Pamiętasz dzień kiedy pierwszy raz je wzięłaś ?
J:Tak pamiętam. wszystko odbyło się pod presją chłopaka, który już wtedy brał dosyć ostro. Sam wyszedł z inicjatywą zacytuję jego słowa " Kocham Cię, ale musze z Tobą zerwać nie chce byś upadła tam gdzie ja - na dno" Byłam wściekła na niego a może bardziej na siebie? W końcu i tak byliśmy dalej razem. W późniejszym czasie ja robiłam mu awantury o dragi, potem chciałam mu udowodnić, że jeśli nie skończy to ja też zacznę i właśnie tak się to zaczeło. Wziełam po raz pierwszy dawkę 70mg amfetaminy żeby udowodnić chłopakowi, że ja też potrafię, że go kocham i że narkotyki nie staną między nami, ale widocznie popełniłam błąd, podjęłam złą decyzję.
M:Rodzice wiedzą, że bierzesz ?
J:U mnie sytuacja w rodzinie nie jest taka jasna. Ojciec z matką się rozwiedli gdy miałam 14 lat. Czyli wtedy gdy się wszystko zaczeło. Matka popijała sobie, przyprowadzała do domu róznych typów, a ojciec w sumie nie wiem co się z nim dzieje. Tak więc rodzice o niczym nie wiedzą. Jedynie hmm ... Byłam 2 razy w szpitalu na detoksie, ale moja mama w dalszym ciągu nie widzi niczego niepokojącego. Raczej mało się mną interesuje
M:A chłopak dalej go kochasz, chodzicie ze sobą ?
J:Tak. Od ponad 3 lat jesteśmy razem. Kocham go chyba nawet bardziej niż kiedyś.
M:Wspólnie bierzecie ?
J:Można tak powiedzieć. Działamy wspólnie. On jest od interesów i od kasy, czy też załatwiania towaru. Ja jestem tylko dodatkiem do życia, tym lepszym jak to Kamil mówi. Razem na śmierć i życie. Narkotyki nas bardziej połączyły, że tak powiem.
M:Próbujesz walczyć ?
J:Kiedyś próbowałam, razem z Kamilem moim chłopakiem. Ale nie widzę w tym sensu. Pogrążyło nas to na 100%, chociaż nie na 99,8%, a to dlatego, że mimo wszystko udaje się nam normalnie funkcjonować co widać nawet po tym, że swobodnie Ci o wszystkim opowiadam i piszę.
M:Niby tak, ale wciąż będziesz brała, a sama wiesz jak niszczy to i spala twój organizm ...
J:Owszem jestem tego w pełni świadoma. Mimo to wybrałam taki, a nie inny żywot.
M:Nie walczysz, bo nie chcesz czy nie potrafisz ?
J:Czy potrafię tego nie jestem pewna. Czy chcę? Nie. Nie dałabym rady bez "wspomagaczy" za bardzo w to weszłam. Boję się rzeczywistości.
M:W jakim sensie ?
J:Po narkotykach żyje i myśli się inaczej. Świat nie ma żadnych wad, posiada same zalety, które kryją wielkie zło. Bo w końcu to mnie zabija, powoli ale zabija. Boję się świata na trzeźwo. Nie wyobrażam sobię życia poza moim światem, naszym narkomańskim. Próbowałam i skończyło się to podcięciem żył i tygodniem w szpitalu po próbie samobójczej związanym z przedawkowaniem środków nasennych.Ujmę to w takiej puencie. Wchodzisz w jedno bagno czyli narkotyki, dowala Ci się kolejno kilka albo i kilkanaście kolejnych barier życiowych
M:Już nie pamiętasz "świata na trzeźwo" ?
J:Pamiętam, nie róbmy ze mnie mega ćpuna. Świat postrzegam jedynie nieco inaczej niż reszta. Ostatni raz kiedy byłam czysta to była Wielkanoc. Od tamtego czasu jadę bez dnia przerwy.
M:Wierzysz?
J:Nie, nie wierze w nic. Jedyną rzeczą jakiej wierzę jest mój umysł.
M:To dlaczego nie ćpałaś w Wielkanoc ? Takie oddanie cześci religi, w którą nie wierzę ?
J:Bardzo dobre pytanie. A to dlatego, że moja rodzina wiesz ... Są katolikami. W ten dzień byłam więc u babci jak to sie odbywa od bardzo dawna. Tradycja? Nie miałam jak. W sumie miałam towar przy sobie, bałam się głodu, jednak coś mnie tknęło żeby dzisiaj odpuścić.
M:Może po po prostu coś cię tknęło w środku ? A może tam na górze ... W ten dzień chcieli Ci pomóc ?
J:Nie wiem, nie wgłębiam się w takie rzeczy.
M:Choć wiem jak jest trudno przestać sięgać po narkotyki, spróbuj. Nic nie stracisz, możesz dużo zyskać. Pomyśl co będzie za 5,10 lat. Wyobraź sobie siebie i Kamila, któremu oddajesz całe swoje serce. Nie pozwól by prochy Cię zniszczyły. Przegrałaś z nimi bitwę, ale wierzę, że uda Ci się wygrać wojnę.
J:Nie liczę na to, że za 5, 10 lat jeszcze tu będę ... Ale dziękuję.
M: Ten wywiad wiele dla mnie znaczy. To nie zywkła rozmowa, coś więcej. Mam nadzieję, że kiedyś przeprowadzę z tobą wywiad. Tyle, że teamt będzie dotyczył "wygranej", Twojej wygranej z narkotykami ..
Narkotyki to coś więcej niż biały proszek. To uzależnienie, z którym trudno wygrać. Trudno to nie znaczy nie możliwie. Ważne są chęci. I o tym pamiętaj. Nie sięgaj po "prochy" powoli, ale z sukcesem będę niszczyły twój orgaznizm.
Przepraszam za to, że nie pisałam. Nie byłam w domu. W końcu są wakacje. Ale powinnam uprzedzić was o tym, że wyjeżdżam. Przepraszam, że tego ne zrobiłam. Kiedrowałam się spontanicznością nastolatki, a nie dokładnością dziennikarki :)Mam wiele pomysłów na nowe notki, ale może podpowiecie mi o czym chcecie czytać, co chcecie wiedzieć ?
Czekam na nowe komentarze. Te pozytywne, jak i te zawierające krytykę, którą biorę pod uwagę. :)
Miłego wieczoru.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz